sobota, 28 marca 2015
Rozdział 1
Żegnaj cholerna szkoło, żegnajcie frajerzy, których musiałam oglądać przez ostatnie dziesięć miesięcy, witajcie wakacje. Uśmiechnęłam się szeroko na samą myśl, że już jutro wyjeżdżamy do mojej ciotki i jej nowego męża, którzy wykupili sobie trzy tygodniową wycieczkę do Grecji, dzięki czemu zostawiają dom tylko dla nas. Przysięgliśmy sobie z Lily i Mattem, że spędzimy je jak najlepiej. Snując plany o tym jak będą wyglądały nasze wspólne chwile, szybko zostałam sprowadzona do rzeczywistości, przez uczniów bijącym brawa po koszmarnie długiej przemowie dyrektora.
- Kochani, życzę wam udanych wakacji i widzimy się za dwa miesiące! - powiedział pan Black, a w odpowiedzi otrzymał głośny wiwat.
Po zakończeniu wszyscy zaczęli się rozchodzić, a ja czekałam na Lily, która przyjdzie do mnie z drugiej części ustawionych krzesełek. Nasza szkoła była ogromna, także co chwilę byłam popychana lub ktoś na mnie warczał, że stoję w miejscu.
- O mój Boże, możesz mi powiedzieć czemu nie wiedziałam, że zorganizowano tutaj zabawę 'kto-pierwszy-wyjdzie-ze-szkoły'- oznajmiła wzburzona Lily
- Nie wiem. - zachichotałam - Gdzie Matt?
- Ostatnim razem widziałam go w towarzystwie jakiejś blondi, która patrzyła na niego maślanymi oczkami i nie zdziwiłabym się gdyby dobrała się do jego spodni między tymi wszystkimi ludźmi. - teatralnie przewróciła oczami - Spakowana?
- Yup - odpowiedziałam, dając szczególny nacisk na literkę 'p' tak, że wydobyło się charakterystyczne pyknięcie.
Złapałyśmy się pod rękę i ruszyłyśmy szybkim krokiem do wyjścia, oczywiście na tyle na ile pozwalali ciągle pojawiający się inni uczniowie, którzy tak jak my chcieli opuścić już mury szkoły i rozpocząć upragnione wakacje. Kiedy dotarłyśmy na parking, przy samochodzie Lily stał nikt inny jak Matt Stomberg uśmiechający się jakby wygrał milion dolców.
Podczas drogi powrotnej słuchałam ciągłego chwalenia się osiąginęciami tej dwójki na temat swoich wyników szkolnych. A ja? Mogłam być tylko dumna, że nie oblałam żadnego przedmiotu. To nie tak, że jestem jakaś tępa, po prostu należę do osób, które są koszmarnie leniwe i najchętniej spędziłyby resztę życia reblogując zdjęcia na tumblrze. Jestem po prostu zwyczajną dziewczyną, ze średnimi wynikami i nie odróżniającą się zbyt dużo od innych. Nim się obejrzałam Lily zatrzymała samochód przed moim domem. Po szybkim pożegnaniu wysiadłam z samochodu, wbiegłam po schodach i jeszcze raz pomachałam odjeżdżającym przyjaciołom. Próbowałam przekręcić kluczyk, ale jak się okazało drzwi były otwarte, co znaczyło tylko jedno. Moja mama, która będzie chciała zobaczyć świadectwo swojej jedynej córki, która po raz kolejny nie spełni wystarczających oczekiwań.
- Katie, to ty?! - krzyknęła moja mama z kuchni
- Tak, mamo, wróciłam. - odpowiedziałam, w międzyczasie ściągając buty i czarną ramoneskę, po czym podreptałam do rodzicielki, która jak mniemam piekła szarlotkę, bo już w przedpokoju unosił się aromat smażonych jabłek w cynamonie.
- I?
- I mam wakacje, yaaaay. - klasnęłam w ręce ciesząc się jak małe dziecko na widok lizaka, kupującego przez rodzica.
- Nie bądź nie mądra, Katie. Pokaż mi twoje oceny.
-Ugh.. - jęknęłam i sięgnęłam do mojej torby, wyciągając teczkę.
Oczywiście tak jak myślałam. Ta sama stara śpiewka: stać mnie na więcej i nie jest usatysfakcjonowana tym co widzi. Zdążyłam przywyknąć. Po wykładzie na temat tego, że inni mają znacznie lepsze oceny ode mnie i tego, że w przyszłym roku chce widzieć coś lepszego, udałam się do swojego pokoju, gdzie dopakowałam jeszcze kilka koszulek. Rzecz jasna tym razem by domknąć walizkę musiałam jakieś sto razy po niej skakać.
Ranek był w całkowitym biegu: szukanie wszystkich dokumentów, wybranie wygodnych ubrań, zabranie kluczy, które uprzednio wysłała ciocia Lindy i zdążenie na samolot, którym mamy lecieć z Seattle do Toronto.
Całe 5 godzin w samolocie spędziłam na oglądaniu z Lily wcześniej ściągniętych odcinków american horror story i słuchaniu muzyki, natomiast Matt przespał cały lot, za co nie mogę go winić, bo rozumiem jak bardzo wyczerpujące jest wczesne wstawanie, a tym bardziej, kiedy nie musisz iść do szkoły. Po wylądowaniu odebraliśmy bagaże i zadzwoniliśmy po taksówkę, która zawiozła nas pod dom mojej cioci, który był oddalony od miasta jakieś 7 km, co nie było dużym problemem. Cóż, trudno nazwać dom domem, skoro przypomina ville. Ciotka, znalazła niezłego frajera. Szybko wygrzebałam klucze z torebki i nim zdążyłam je włożyć do zamka, drzwi się otworzyły, a przede mną stanął chłopak, który również przez chwilę był zszokowany moim widokiem.
- Ty jesteś pewnie Kate i..reszta - machnął lekceważąco ręką na Lily i Matta, którzy też stali w osłupieniu, nie mogąc zrozumieć co się właśnie dzieje - Będziemy razem mieszkać. Strzałka, mała.
_______________
Kochani, przed wami pierwszy rozdział roommate, mam nadzieję, że zachęciła was końcówka i zostaniecie tutaj na dłużej, więc jeśli chcecie być na bieżąco, zapraszam do zakładki 'INFORMOWANI'
A tymczasem, miłego dnia, buzi
Wasze komentarze bardzo mnie motywują, także jeśli przeczytałeś-skomentuj!
niedziela, 1 marca 2015
Prolog
,,Dlaczego muszę spędzić wakacje z tym egoistycznym, gorącym dupkiem?''
Wakacje. Kate planowała je od kilku miesięcy. Jej celem była przede wszystkim dobra zabawa w towarzystwie przyjaciół i odpoczynek po dziesięciu miesiącach nauki. Czy to wszystko miał zniszczyć jakiś Justin Bieber, który zamieszka w tym samym domu co ona? No bo jak można się dobrze bawić, kiedy codziennie w twoim mieszkaniu ktoś robi imprezy? I czy to możliwe, że taki styl życia może ci się spodobać?
_____________________________
Witajcie kochani,pragnę przedstawić wam prolog do mojego fanfiction o Justinie Bieberze.
Mam nadzieję, że się spodoba i zostaniecie ze mną.
Gorąco też proszę was o napisanie jakiegokolwiek komentarza,
ponieważ będzie mnie to motywować do dalszego pisania.
Jeżeli chcecie, aby informowała was o nowych rozdziałach wchodźcie
w zakładkę INFORMOWANI, a tam podajcie swoje tt.
Subskrybuj:
Posty (Atom)